17 czerwca 2016

Myślę więc jestem… Ćwiczę więc chudnę?

Kiedy chcemy zgubić parę kilogramów, zwykle przestawiamy swój tryb odżywiania na „zdrowy” i niskokaloryczny oraz kupujemy karnet na siłownię. Można sądzić, że to połączenie idealne, jednak nieumiejętne kuracje odchudzające mogą przynieść efekt wręcz odwrotny od zamierzonego.

Gruppe macht Gymnastik bung

W świecie naukowym znane jest powiedzenie, że odchudzanie jest przyczyną otyłości. Brzmi jak paradoks, prawda? U podłoża tego powiedzenia leży czysta fizjologia. Ilu z nas, rozpoczynając dietę, bierze pod uwagę kwestie zdrowotne, a ilu obchodzi tylko i wyłącznie końcowy efekt, bez względu na koszty? Niestety tych drugich jest o wiele więcej: liczy się chudość za wszelką cenę, ponad zdrowiem.

 

Zaczyna się niewinnie, czyli od chęci zrzucenia 3-5 kg na wakacje lub przed ważną imprezą. Zazwyczaj zabieramy się za to w ostatniej chwili, sięgając po dość radykalne rozwiązania, które zapewnią nam sukces. Dieta 600-800 kcal, mordercze treningi i życie o sałacie, środki na przeczyszczenie lub odwodnienie – tak to zazwyczaj wygląda. Udaje się stracić 5 kg w dwa tygodnie i na imprezie czy też w bikini czujemy się świetnie. A co później? Zazwyczaj rzucamy się na jedzenie, którego odmawialiśmy sobie w minionych tygodniach, a wygłodniały organizm, nastawiony poprzez takie szalone odchudzanie na gromadzenie zapasów, błyskawicznie odzyskuje to, co stracił i to z nawiązką! Część z was pomyśli: „Mnie to nie dotyczy. Ja jem zdrowo i ćwiczę”. Pytanie tylko, jak dopasowujesz swoją dietę do ćwiczeń, które wykonujesz?

 

Okazuje się, że niewłaściwie dobrany do diety trening (i odwrotnie) może przynosić podobnie niekorzystne efekty jak mordercze diety „minimum kalorii”. Wyobraźcie sobie, że jecie zdrowo 1200 kcal dziennie, czyli tyle, ile powinno się jeść na diecie odchudzającej, ale dodatkowo 3-4 razy w tygodniu dokładacie do tego fitness. Jedna godzina takich zajęć nie wpłynie na nasz pożądany ujemny bilans destabilizująco, ale niestety bardzo często wiedzione myślą „im  więcej tym lepiej” zostajemy na 2, a nawet 3 godziny. Spalanie podczas fitnessu to ok. 400 do nawet 600 kcal przez godzinę, a więc idąc aż na 2 godziny możemy spalić nawet całość kalorii, które zjadamy, nie zostawiając nic na podstawowe funkcje organizmu! Co to oznacza dla metabolizmu? Ni mniej ni więcej tylko alarm, że jedzenia dostarczamy zdecydowanie za mało. Organizm, mimo posiadanych zapasów, nie zacznie ich wydawać w obliczu niedostatku energii. Wręcz przeciwnie: przykręci kurek z metabolizmem do minimum! Użyjmy prostej matematyki, by to pokazać:

 

Dieta 1200 kcal – podstawowe procesy życiowe i praca ok. 1800 kcal – fitness 2h ok. 1000kcal = 1600 kcal deficytu

 

Tymczasem aby bezpiecznie chudnąć bez efektu jojo i nie „denerwować” organizmu ten deficyt powinien wynosić ok. 1000 kcal Jak się przed tym bronić? Po pierwsze policz, ile kalorii potrzebuje twój organizm. Może okazać się, że 1200 kcal to dla ciebie zdecydowanie za mało! Następnie skalkuluj, ile spalasz, kiedy ćwiczysz – każdy rodzaj aktywności spala kalorie inaczej! W dni treningowe dołóż jeden mały posiłek białkowy, aby zapewnić organizmowi materiał do regeneracji mimo niedostatku energii. Należy tak robić zawsze, kiedy wysiłek trwa dłużej niż 90 minut i jest intensywny! To da poczucie bezpieczeństwa naszemu mózgowi i zapobiegnie włączeniu „trybu awaryjnego odkładania”. A jak policzyć swoje zapotrzebowanie kaloryczne i wydatek? Spójrz w prawo – odpowiednie tabele znajdziesz na naszej stronie!

 

Jedyną skuteczną metodą na nadmiar tłuszczyku jest cierpliwa i długofalowa zmiana nawyków żywieniowych na zdrowsze. Bez wyrzeczeń, katowania dziwnymi dietami i poczucia winy. W każdej zdrowej diecie jest miejsce na odrobinę szaleństwa, ważne jednak, by na co dzień dbać o to co jemy – niech grzeszki będą odświętne, a tym samym niegroźne.

Wróć