17 czerwca 2016

Wolny metabolizm – genetyka, choroba czy wymówka?

Często z zazdrością patrzymy na koleżankę zza biurka obok, która kończy właśnie zjadać opakowanie ciastek, a jej talia osy ani drgnie. Czujemy wtedy ogromną niesprawiedliwość ze strony natury, że my nie zostaliśmy obdarowani taką „szybką przemianą materii”.

Część osób obarcza winą geny – „mama, tata, ciocia… wszyscy są okrągli, więc i ja jestem skazany na taki los”. To tylko po części prawda. Istnieją co prawda geny, które odpowiadają za mniejszą lub większą chęć organizmu do odkładania, jednak nawet jeśli jesteśmy nosicielem „genu otyłości” w tej niekorzystnej konfiguracji, nie skazuje nas to na bycie otyłym! Owszem – jest trudniej, ale wciąż to, czy będziemy szczupli i zdrowi, zależy tylko od nas i naszego stylu życia.

 

Szukamy dziury w całym: wiele osób zgłasza się do lekarza w poszukiwaniu przyczyn nadwagi. Dużo się teraz słyszy o chorobach skutkujących niedoczynnością tarczycy czy opornością na insulinę, które mogą znacznie wpływać na jakość metabolizmu. Choć przebadać się zawsze warto, to prawda jest okrutna: liczba osób faktycznie tyjących z powodu danego schorzenia to tylko kilka procent!

Secret of my good mood. Young woman isolated portrait with cake

Odchudzanie przyczyną otyłości – brzmi paradoksalnie? Lecz to prawda! Osoby, które – używając niezbilansowanych diet – kilkukrotnie odchudzały się, a następnie wracały do wyjściowej masy ciała przez efekt jojo, znacznie obniżają swój metabolizm. W  efekcie z 5 kilogramów, które chcieliśmy zgubić, robi się 15… Dzieje się tak, ponieważ stosując diety-cud dające spektakularne efekty w krótkim czasie, w większości pozbywamy się wody, mięśni, a nawet części dużych narządów, jak wątroba czy nerki. A to przecież one są głównymi „spalaczami” energii, wspólnie z mózgiem i sercem, które razem zużywają niemal 40% dziennego zapotrzebowania energetycznego. Organizm postawiony w obliczu terapii „szokowej” będzie bronił tłuszczu przed zużyciem, a odda to, co łatwiej jest mu przetworzyć na energię, czyli białka. Tym sposobem rozpoczynamy odchudzanie mając np. 30% tłuszczu i 70% masy beztłuszczowej, chudniemy 10 kg (z czego tracimy głównie białko) i kończymy z 35% tłuszczu i 65% masy beztłuszczowej. Jak to możliwe? Cyferka na wadze pokazuje, że schudliśmy, ale tak naprawdę tylko pogorszyliśmy swoje parametry zdrowotne. Tłuszcz prawie nie drgnął, obniżony został podstawowy metabolizm organizmu, ponieważ ubyło nam mięśni, więc efekt jo-jo właściwie mamy gwarantowany!

 

Winni rodzice i dziadkowie? Prawdą jest, że to, co dostajemy do jedzenia w dzieciństwie, determinuje nasze nawyki żywieniowe i skłonności do przybierania na wadze. Ba! Nawet to, z jaką masą urodzeniową przyszliśmy na świat, może przyczyniać się do rozwoju nadwagi i otyłości – nazywamy to oszczędnym fenotypem. Kiedy dziecko w brzuchu mamy odczuwa niedostatek składników odżywczych, po przyjściu na świat organizm próbuje szybko nadrobić straty, jak również zabezpieczyć się w postaci większej ilości tkanki tłuszczowej na ewentualny kolejny „czas głodu”. Nawet jeśli urodziliśmy się we właściwym przedziale wagowym, ale w pierwszych latach życia podtykano nam pod nos przekąski w ilościach nieograniczonych, organizm szybko to wykorzysta. Liczba komórek tłuszczowych wykształca się w większości w dzieciństwie, później zmieniają one jedynie swoje rozmiary, ale już nie namnażają się. Co roku 10% „starych” komórek tłuszczowych człowieka jest wymieniana na nowe, zachowując tym samym ich stałą liczbę.  Jeżeli więc naddatek energii w okresie kształtowania liczby komórek tłuszczowych będzie znaczący, organizm wyprodukuje ich odpowiednio więcej i liczba ta pozostanie z nami na całe życie, automatycznie zwiększając predyspozycje do tycia.

 

Czy da się „podkręcić” metabolizm? Niestety, tylko w niewielkim stopniu. Nie jest bowiem najważniejsze, czy metabolizm jest szybki, czy wolny. Jeśli organizm dostaje więcej kalorii niż jest w stanie zużyć, będzie je odkładał! Jedynym skutecznym sposobem, aby się przed tym uchronić, jest jedzenie tylu kalorii, ile rzeczywiście spalamy. Jeśli chcemy zjeść więcej – bo na przykład mamy święto i zasiadamy do zastawionego stołu – pamiętajmy, aby zwiększyć wydatek energetyczny. Nie tak trudno to zrobić: wystarczy pójść na godzinę na rower z rodziną, czy na basen ze znajomymi. Najlepiej łączyć przyjemne z pożytecznym! A jeśli chcemy schudnąć, musimy spalać więcej niż zjadamy, ale z umiarem – organizm, któremu odbierze się zbyt dużo kalorii, będzie działał przeciwko naszym staraniom! Optymalna ilość kalorii dla kobiet to 1300-1500 dziennie, u mężczyzn 1800-2200, co oczywiście może się zmieniać w zależności od osoby. Jedno jest pewne: na diecie „mniej” nie zawsze znaczy „bardziej skutecznie”!

Wróć